Świat na głowie postawiony.

Wpis

środa, 22 lutego 2012

Zasypią nas śmiecie, wrony...

 

   Jak świat światem istniały i będą istnieć usługi dla bardzo bogatych, średnio zamożnych i niezamożnych. Niby każdy fryzjer czy kosmetyczka robią to samo – tną i czeszą włosy, namaszczają, balsamują, zdrapują politurę z ciała..., a jednak gabinet gabinetowi nierówny...


    Wyznacznikiem, do której grupy dany lokal się zalicza, jest nie tylko cena usługi. Jeszcze bardziej namacalnym dowodem na to, czy trafiliśmy do eleganckiego salonu, czy zwykłego punktu usługowego, jest ilość wyprodukowanych śmieci.


   W małym osiedlowym zakładzie fryzjer okrywa nas ortalionowym fartuchem, a włosy po umyciu zawija w na ogół ciemny ręcznik, ze śladami wieloletniego użytku. Musimy wierzyć, że ten ręcznik nie został tylko wysuszony po ostatnim kliencie, lecz także wyprany.

   W salonie drogim, zwłaszcza zagranicznym klient najpierw zostaje otulony mgłą z delikatnej włókniny, wyjętej na naszych oczach z jednorazowego woreczka, zaś włosy zawijane są w miękki quasi- flanelowy ręczniczek, wyjęty z nowego woreczka takoż. Jeśli przyjdzie nam ochota na trwałą lub pasemka, po kolejnym myciu na naszych włosach ląduje następny flanelowy ręcznik, znów wyjęty ze sterylnej torebki. W plastik zamknięte są też grzebienie i wysterylizowane szczotki. Góra odpadów, którą wyprodukowaliśmy niechcący podczas jednej wizyty, w osobie hołdującej pewnym zasadom ekologii zaczyna wywoływać wyrzuty sumienia.

   Jeszcze gorzej jest w salonach SPA. Tu też można zastosować różne rozwiązania, ale im droższy salon, tym więcej śmieci. Jest taki zabieg detoksykujący, który wygląda mniej więcej tak: peeling ciała, prysznic, nacieranie błotem, zawinięcie w folię, prysznic, masaż olejami, bez prysznica, masaż twarzy. Koniec.  Efekt – błony pławne między palcami, ale także wór śmieci złożony z 4 par majtek, 2 par kapci, paru metrów bieżących folii, trzech warstw papierowego pokrycia kozetki (jakieś 10 m2) i ręcznika, niezliczona ilość wacików i chusteczek, a wszystko oczywiście jednorazowe. Po jednym zabiegu. Po jednej klientce. Ile tego schodzi dziennie w sumie? A w skali roku?


   A u dentysty? W „zwykłym” gabinecie dadzą nam pod brodę papierową serwetkę i wystarczy. W gabinecie luksusowym np. do zdjęcia  kamienia okryją nas płachtą wielkości sporego obrusa, dodatkowo dadzą pod brodę mniejsze kawałki włókniny, parę razy wymieniane w trakcie, na głowę założą czepek i gogle. Mam nadzieję, że chociaż gogle wracają do użytku po umyciu, cała reszta jest oczywiście jednorazowa.


   W kolejowym Warsie też nie lepiej. Jeśli jesteśmy pasażerami Euro- lub Intercity, to dostaniemy obowiązkowy poczęstunek. Oprócz butelki z wodą czy kubeczka na kawę, co rozumiem, otrzymujemy także plastikową tackę, na której leży herbatnik w aluminiowym opakowaniu, foliowa torebka z łyżeczką, torebka z cukrem i chusteczka. Wszystko wydaje się logiczne i potrzebne. Do momentu kiedy w toalecie zobaczymy przygotowane do wyniesienia odpady po tymże poczęstunku. To są wory o pojemności chyba 500 litrów a jest ich kilka! Na takiej krótkiej 3-godzinnej trasie! Nie dałoby się tego lepiej zorganizować? Czy zbrodnią byłoby danie każdemu herbatnika w serwetce wprost do ręki? Czy śmietanki nie można by nalewać do kawy ze zbiorczego kartonika?


    I co my się tu zabijamy o dzień bez samochodu, segregację śmieci, recycling? Jeden ekskluzywny salon kosmetyczny czy fryzjerski produkuje dziennie więcej odpadów niż 4-osobowa rodzina w dwa tygodnie. Jeśli są one z celulozy – fatalnie, bo poszły pod nóż drzewa. Jeśli z tworzywa – jeszcze gorzej, bo wciąż nie rozwiązaliśmy problemu bezszkodowej utylizacji. Spalarnie - jeśli są - są beznadziejne, wadliwe, trujące środowisko, a metody mineralizacji odpadów, o którą grupa mądrych ludzi walczy od lat, prawie nikt dotąd nie docenił. Walka o ochronę środowiska, jak widać, jest bardzo wybiórcza.


    W tym kontekście muszę pochwalić kierownictwo np. przychodni rehabilitacyjnej na ul.Majdańskiej w Warszawie, gdzie podczas pierwszej wizyty pacjent dostaje prześcieradełko z włókniny z uprzejmą prośbą, żeby na następną wizytę przyniósł je ze sobą. Niby nie musi, ale wypada. Mały gest, ukłon pod adresem drzewa, które jeszcze tym razem nie pójdzie pod nóż... Zawsze to jakieś odroczenie wyroku...

 


 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
środa, 22 lutego 2012 09:36

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę