Świat na głowie postawiony.

Wpis

niedziela, 06 stycznia 2013

Moja prywatna wojna

Jeszcze ostatnie słowo okołonoworoczne...

    Patrzę na ten rok 2012 z dystansu i zastanawiam się, jaki był dla mnie. Na pewno upłynął mi pod znakiem wojny – wojny z wydawnictwem o uzyskanie takiego kształtu mojej książki, jaki sobie wymarzyłam, wojny o marketing i szerszą dystrybucję. Wojny w sumie przegranej, bo chociaż  bitwę o samo wydanie udało mi się wygrać, w drugiej poległam. Pewnie tak musiało być, pewnie moje dzieło nie było dość dobre, wbrew pochlebnym opiniom moich blogowych przyjaciółek. Skoro miesięcznie wydaje się w Polsce 450 tytułów samej tylko beletrystyki dla dorosłych, jak w takiej masie przebić się, jak przekonać szerokie grono chętnych do kupowania w internecie, bo książki przecież nie można było kupić w księgarniach?

   Ale zrobiłam to! W wieku w którym powinnam raczej niańczyć wnuki, przede wszystkim wrosłam w blogosferę, czego wynikiem było zaproszenie mnie w charakterze prelegentki na Blog Forum Gdańsk. No i wydałam książkę, której recenzje pokazały się chyba w 30-stu różnych gazetach, rozgłośniach i lokalnych telewizjach, nie licząc blogów. Zresztą, na blogach pojawiły się prawdziwe recenzje, a nie tylko notki reklamowe, i za to Wam serdecznie dziękujęserce.

   Fajnie było obserwować, jak moja powieść stawiana jest na ławce w głównym parku miasta jako nagroda w konkursie „Uwolnij książkę” i innych. Fajnie było widzieć notkę promocyjną ze zdjęciem tej pochlapanej stopy w „Gali” czy innych pismach.

   A że się nie sprzedaje w tysiącach egzemplarzy... ? No, cóż, widocznie zostać autorką bestsellera jest trudniej niż sądziłam. Czy mnie to martwi – już nie bardzo. Po pierwszych rozczarowaniach teraz pozostała tylko satysfakcja, że jednak mi się udało, że coś stworzyłam, co się przynajmniej paru osobom bardzo spodobało.

   Czy wydam drugą książkę, która leży w szufladzie od paru miesięcy – myślę, że wątpię. Dostałam kubeł zimnej wody na łeb przy Opętaniu, nie wiem czy podejmę ryzyko ponownie. Zdobyłam wprawdzie duże doświadczenie i wiem, jak omijać rafy i mielizny naszego rynku wydawniczego, ale bez spektakularnej pomocy z wyższych sfer, już nie wierzę w sukces. I nie martwi mnie to jakoś szczególnie

   Wciąż myślę, co musi się wydarzyć, żeby wśród 5 tysięcy tytułów rocznie akurat nasze dzieło chwyciło, sprzedawało się w setkach tysięcy? Myślicie, że wystarczy znane nazwisko, kontakty? Niestety. Książki celebrytów wprawdzie leżą w księgarniach, ale się wcale nie sprzedają jak Grochola. Kiedy usłyszałam, że na spotkaniu autorskim w Empiku do Zbigniewa Wodeckiego NIKT nie podszedł, zrobiło mi się straszno. Czego ja się spodziewałam?

  Pod choinkę dostałam pierwszą książkę dla dorosłych J.K. Rowling – Trafny wybór. Nie przeczytałam ani linijki Harry Pottera, więc nie miałam żadnych oczekiwań wobec tej pozycji. Nie miałam też uprzedzeń. Powiem tak – nie wiem, czy ta książką powtórzy sukces Harry’ego. Obawiam się, że nie, i to nie dlatego że jest słaba. Warsztatowo moim zdaniem jest bardzo dobra, nie można się czepić ani stylu, ani logiki zdarzeń. Jest natomiast męcząca, nie tylko przez wprowadzenie wielu postaci naraz, które mniej więcej do 1/3 książki mnie przynajmniej się mieszały. Problem polega na nagromadzeniu takiej ilości zła, że moja (podobno) dobra energia zaczęła mieć z tym problem.

   Powieść opisuje życie dwóch typowych angielskich miasteczek, które nienawidzą się wzajemnie z różnych powodów. Ale nienawidzą się też wszyscy obywatele tych miasteczek, w rodzinach i poza nimi. W ramach swojego miasta i na krzyż z tym drugim. Nie potrafię sobie przypomnieć ani jednej „normalnej” rodziny, w której nie byłoby albo patologii (przemocy, narkotyków, alkoholizmu) albo przynajmniej nienawiści w czystej postaci, chęci przyświnienia drugiemu ile się da, wojny na szczeblu politycznym i wszelkim. Taka gmina... można by powiedzieć.

   Jeśli ktoś wciąż mówi o „polskim piekle”, powinien przeczytać Trafny wybór. Wyleczy się z kompleksów. A pani Rowling życzę jak najlepiej, niech dorzuci jeszcze parę milionów dolarów do tego co już zgromadziła. Tylko niech napisze jednak coś nieco bardziej optymistycznego, bo po tej książce można sobie w łeb strzelić. Jeśli tak wygląda angielska prowincja...

 A gdyby ktoś jednak chciał przeczytać moją książkę, to nadal jest w sprzedaży. Choćby na Allegro, u mnie:)).

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
niedziela, 06 stycznia 2013 19:48

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • jak-to-sie-robi napisał(a) komentarz datowany na 2013/01/07 12:25:36:

    Czego to ludzie nie wymyślą!

Dodaj komentarz

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę