Świat na głowie postawiony.

Wpis

piątek, 21 listopada 2014

"1914. Nevermore?" czyli co wspólnego ma wojna z baletem?

 

Co ma wspólnego wojna z baletem?

Ano dużo. Według choreografa Kyliana - bardzo dużo.

Mówimy przecież o „teatrze działań wojennych”. Tancerze tak jak żołnierze, muszą być sprawni fizycznie, zdyscyplinowani, muszą ufać sobie nawzajem. I są czasem tak samo bezradni...

Główna różnica jest taka, że tancerzy się nie rozstrzeliwuje, kiedy stchórzą...

 

   Tak nieco żartobliwie mówi Kylian o poważnych sprawach. 100 lat temu wybuchła I wojna i większość ludzi na świecie kompletnie nie zdaje sobie sprawy z jej koszmaru.

Ja mały wycinek poczułam w Dolomitach, gdzie do dziś można zwiedzać bunkry i pozostałości po twierdzach zbudowanych na wysokości 2.000 m i wyżej. Gdzie temperatura w nocy zapewne nie była wyższa niż +5 stopni w lecie, a minus 20 w zimie.

P1010950.jpg

P1000425.jpg

IMG_2572.jpg

   Zobaczyłam drewnianie prycze jak w Dachau, w wydłubanych w skale pieczarach, w których ja marzłam w sierpniu nawet w słoneczny dzień. Wlazłam tunelem długości prawie kilometra, który przez wiele miesięcy wykuwano w pionowej skale po to tylko, żeby wysadzić 25 metrów wierzchołka, na którym siedziała wraża armia, itd.  Skóra cierpnie.

P1010960.jpg

P1010973.jpg

P1020742.jpg

   Szacuje się, że tylko w tym regionie poniosło śmierć 150-180.000 żołnierzy, głównie z powodu zimna i chorób.

Można poczytać tu:

http://podroze.onet.pl/ciekawe/alpejskie-lodowce-odslaniaja-ciala-zolnierzy-poleglych-podczas-i-wojny-swiatowej/7e0r2

P1010965.jpg

 

P1050902.jpg

   A wszystko to odżyło podczas przedstawienia baletowego w Operze Narodowej.

   Chodzenie na balet współczesny staje się u nas w domu nową świecką tradycją. Od kiedy Notaria przekonała mnie do takiego tańca, jak na razie się nie zawiodłam.

   Tym razem byłam pierwsza przed wszystkimi (no prawie), bo zaledwie dzień wcześniej odbyła się premiera, aczkolwiek dwie z trzech suit tworzących spektakl „1914. Nevermore?” powstały już dość dawno, jedna w 1938, druga w 1980.

   Trzecia jest nowym dziełem młodego choreografa Roberta Bondary, jeszcze ciepłym. Ta część zresztą jest najbardziej nowoczesna, ze świetną scenografią Kudlicki i zaskakującą „muzyką”. Właściwie trudno ją nazwać muzyką, to bardziej akompaniament, wykonywany przez K.Bojaryn i J.Smoczyńskiego. Tworzą oni rytm i efekty dźwiękowe przy pomocy klaskania w dłonie, powietrza wypuszczanego z płuc, ust, a dopiero na końcu instrumentów. Przedziwne to, ale znakomite!

   Jak by to opowiedzieć, żeby nie zanudzić tych, co się baletem nie interesują...?

   Spektakl jest bardzo klarowny, przesłanie nie budzące wątpliwości, metafory czytelne. Nie ma potrzeby zgadywać, co artysta chciał powiedzieć, bo to widać jak na dłoni - jest beztroska młodość, potem groza wojny, gwałty i rozbój, okaleczeni żołnierze wracający do domu i weseli politycy w małpich maskach, którzy nie próbują wojnie zapobiec.

    Ogląda się to świetnie, każda część budzi inne emocje. Zwłaszcza, że nie brakuje niespodzianek takich jak np. tancerz bez nogi. To znaczy on gra rolę żołnierza, wracającego z wojny bez nogi. Ale rozumiem, że nogę można "obciąć" w FILMIE, tam wszystko człowiekowi mogą domalować albo odjąć. Ale w teatrze?

   Gapiłam się na ten jego kikut i nie mogłam przestać myśleć, gdzie mu ją schowali. Przecież to nie Taniec z Gwiazdami z Jaśkiem Melą!

   No, a potem na scenę wyszedł się kłaniać facet z protezą od kolana...

TAKIE się dziś zdarzają cuda w balecie klasycznym, proszę Państwa...

  Wykonanie jest jak zawsze znakomite, choć tym razem... jakby to powiedzieć?... choreografia jest trochę mniej wymagająca. Nie ma tej eksplozji pomysłów choreograficznych i ekstremalnych szpagatów jak w w poprzednich spektaklach. Dwie suity z XX wieku nazwałabym wręcz zachowawczymi - jest historia, są bohaterowie, melodyjne tło i piękne wykonanie, choć sceny zbiorowe nie są tak perfekcyjne, jak to było wcześniej.

    Przypomniało mi to moją własną zasadę: nigdy nie chodź na spektakl zaraz po premierze, bo wykonawcy muszą się dotrzeć.  

   Nie narzekam, naprawdę. Ale jak się człowiek rozbestwi, rozpaskudzi na takich "Echach czasu", to potem już go nie tak łatwo zadowolić.

   Ale jedna rzecz była wspaniała - ani jednego faceta w rajtuzach! Tańczyli w drelichowych spodniach, bojówkach, a nawet spodniach od garnituru.

 

Można? Można!



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
piątek, 21 listopada 2014 18:41

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę