Świat na głowie postawiony.

Wpis

sobota, 02 maja 2015

Serbia cz.1, czyli jak przechytrzyć cerbera w monastyrze

 

   Kiedy człowiek znajdzie się po raz pierwszy w kraju tak odmiennym kulturowo, historycznie i w ogóle, natłok wrażeń, przemyśleń i obserwacji tworzy bezdenny chaos. Ciężko to wszystko od razu posegregować, podzielić na tematy, żeby jakoś zbornie opisać. 

 Zanim więc się ogarnę, zacznę tak:

   Najważniejszą rzeczą po obejrzeniu nowych ciekawych miejsc, jest uwiecznienie ich na zdjęciach. Nie oszukujmy się, pamięć fotograficzną to się miało w szkole, a i to nie wszyscy. Bez zdjęć 80 procent wrażeń zatrze się po tygodniu-miesiącu od powrotu i tyle je widzieli...

    Zdjęcia porządkują wrażenia. Jeśli w jednym dniu zwiedzamy 4 klasztory, a każdy jest inny, choć przecież podobny, nie ma takiej mocy, żeby zapamiętać, co jest gdzie.

   I tu zaczyna się wielki wyścig: Zabawa w kotka i myszkę, albo jak kto woli - w "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?"

Aktorzy - ja i cerber klasztoru (płci obojętnej).

   Zaczyna się w progu, kiedy cerber (na ogół żeński) wciska mi jakiś fartuch, długi do ziemi i każe wdziać. Chociaż nigdy nie weszłam do świątyni w mini, ani nawet w legginsach, zawsze w luźnych spodniach, dla cerbera widocznie to za mało szacownie.

   Wystrojona jak pop, przemykam się pod ołtarz. Gapię się na freski, ikonostas, napawam się widokiem, aż przychodzi TEN moment. Chowam się w kąciku, ktoś szepcze "wyszła", albo "odebrała komórkę", no to cyk. Jedno, drugie.

   Cerber jednak ma chyba chipa w mózgu i dźwięk migawki działa na niego elektryzująco. Pędzi w moją stronę, ale ja rozkładam ręce, robię minę kota ze Shrecka (Ja?? To nie ja!) i spokojnie kontempluję dalej. Do następnego razu, kiedy cerber się oddali...

   Co im to przeszkadza? Ubędzie im coś? Przecież nigdy nie używam lampy, a w świątyni nie ma żywego ducha. A pocztówek kupić się nie da, zresztą, niektórych rzeczy i tak by nie pokazali. Na przykład takiego dowodu barbarzyństwa w monastyrze Studenica. Proszę spojrzeć na te białe cętki.

  P1070499.jpg

   Tego nie zrobili talibowie, ani Czerwoni Khmerzy. Tę zbrodnię popełnili jacyś bogobojni szaleńcy, którzy najpierw w XVI, a potem znów w połowie XIX w. uznali, że namalują lepsze freski, na tych oryginalnych z XII wieku!!!

   Żeby nowy tynk chwycił, wykuli tysiące dziur w ścianach, na których coś tam sobie namalowali. Na szczęście w latach 50-tych XX w. odsłonięto oryginalne freski, ale tych zniszczeń jak na razie nie dało się usunąć. Pewnie wymaga to wielkich pieniędzy, których Serbia nie ma. Zalepić każdą z tych dziur, po czym wypełnić plamę takimi samymi farbami - matko...

   A mogło to wyglądać tak (inna ściana):

P1070501.jpg

   Samych klasztorów, a właściwie monastyrów jest tu zatrzęsienie, choć skala ich bogactwa jest znacznie niższa niż w Rumunii, czy nawet w Bułgarii. W Serbii klasztory mają na ogół pięknie zadbane otoczenie, idealnie wystrzyżone ogrody, dość porządnie odnowione elewacje, jednak w środku jest nieporównanie skromniej. Oczywiście są perełki jak Žiča, Studenica czy Ljubostinja, ale jest też wiele takich, gdzie napotykamy tylko pobielone ściany i kilka współczesnych ikon za szkłem.

  Przewodnik Bezdroży podaje niestety czasem nieprawdziwe informacje i to jest pierwszy raz, kiedy postanowiłam że napiszę do redakcji. Jeśli drapiemy się na Świętą Górę w okolicy Ovčar Banja, żeby zobaczyć piąty (Vaznesenje) z listy dziewięciu monastyrów w tym rejonie i trafiamy na całkiem współczesny budynek z białymi ścianami, bo ten z XVI w. dawno temu został doszczętnie zniszczony, to nie jest to w porządku. Wypluwamy płuca w upale, żeby podejść pod następny - Ilinje (Eliasza), bez efektu, a potem słyszymy od innego popa, że wbrew temu co piszą w książce ten klasztor dawno zarósł i popadł w ruinę. Chyba przewodnik powinien to wiedzieć. 

   Ale to wszystko pestka.

   Nie będę zanudzać opisami monastyrów. Trzeba tylko popatrzeć...

   P1070296A.jpg

 i wnętrze:

 P1070300ZICA.jpg

 Żeński klasztor Rača:

P1070495.jpg

 Największy i najbogatszy w Serbii - Studenica:

P1070496A.jpg

Ljubostinja - wielki dowód miłości. Księżna Milica po śmierci swojego małżonka w bitwie na Kosowym Polu w 1389 r. ufundowała ten klasztor i sama się w nim zamknęła. Kto dziś potrafi tak kochać...?

P1070503.jpg

Ravanica

P1070507.jpg

Wreszcie potężny zespół warowny, klasztor Manasija, otoczony potężnymi murami z 12-oma wieżami.

P1070515.jpg

Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółowymi informacjami, zapraszam do kontaktu. Chętnie się podzielę wszystkim co wiem.

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

-         Najlepsza terapeutka od duszy – Małgosia Pietruszewska-Sadurska  http://www.pomocpsychoterapeutyczna.pl/

-         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza www.plazaosteopatia.com

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
sobota, 02 maja 2015 09:28

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę