Świat na głowie postawiony.

Wpis

czwartek, 21 września 2017

Druga część powrotu z wakacji, czyli Austria baśniowa

 

   W drodze powrotnej przez Austrię zaplanowałam jeszcze kilka atrakcji. Jedną z nich miał być niesamowity wąwóz Liechtensteinklamm, z chodnikiem przyklejonym do skały nad rwącą rzeką i ścianami niemal zamykającymi się nad głową.

   Ale tu spotkało nas zaskoczenie i niech będzie pochwalony Google. Już wiem, dlaczego pracownikom zapewnia się tu najlepsze warunki pracy na świecie

   Otóż najeżdżając w google.maps.pl na ów wąwóz zobaczyłam nagle napis "zamknięte". Nigdy się z tym nie spotkałam, żeby na mapie zaznaczano taki fakt. Zaczęłam szperać na austriackich stronach i co się okazało - w maju 2017 część owych stromych skał zarwała się nad głowami turystów. Kilkaset ton kamieni poleciało w dół. Parę osób odniosło niewielkie obrażenia, a 17 zostało uwięzionych i trzeba ich było wydostawać przy pomocy lin. 

   Sytuacja na dzień dzisiejszy wygląda źle. Prawdopodobnie nikt nie chce wziąć na siebie ryzyka i wpuścić tam znów turystów. A naruszenie struktury skał powoduje, że w każdej chwili może się ona oberwać w innym miejscu.

Tak więc jedna atrakcja nam przeszła koło nosa.

 

    No to pojechaliśmy prosto do Werfen, gdzie stoi rzeczony zamek z poprzedniego wpisu. A nasz pensjonat stoi dokładnie na drodze do drugiej atrakcji Werfen - największej na świecie jaskini lodowej. Eisriesenwelt to ewenement na skalę światową. Długość odkrytych korytarzy to 42 km, z czego jeden kilometr jest stale skuty lodem.

   W wielkim gmachu nabywamy bilety po dość zaporowej cenie 24,- Euro/os. Następnie szosą podchodzimy ok. 20 minut w górę, skąd rozciągają się bajeczne widoki na okolice. Jesteśmy już powyżej 1000 m.

   Te widoki podziwiamy dopiero w drodze powrotnej, ponieważ rano wszystko tonęło w gęstej mgle. W tej mgle doszliśmy do stacji kolejki linowej (chyba najbardziej stromej w Europie), która wwozi nas na wysokość... Tu wychodzimy nad chmury, a to jest to, co tygrysy lubią najbardziej...

 

DSCF8809.jpg

 

DSCF8822.jpg

  

   Teraz już niemal w słońcu znów idziemy pieszo dobrze przygotowaną i zadaszoną (w obronie przed kamieniami) ścieżką. Po 15 minutach dochodzimy do wielkiej dziury.

To wejście do jaskini, na wysokości 1840 m.

 

DSCF8820.jpg

 

   Do jaskini wchodzi się tylko z przewodnikiem. Dostajemy lampy karbidówki do ręki i ruszamy. Przez 1,15 godz. drapiemy się 700 stopni w górę i tyleż w dół, oglądając niesamowite lodowe formy stalaktyty i stalagmity z lodu. W jaskini jest absolutny zakaz robienia zdjęć, nie miałoby to zresztą sensu, gdyż panują tam ciemności. Oświetlają ją jedynie nasze latarki i magnezja palona przez przewodnika.

 

   Za to całkowicie legalnie można pobrać zdjęcia z ich strony, co niniejszym czynię. Tu oświetlono jaskinię specjalnie.

 

hymirburg.jpg

 

hugin.jpg

 

Friggas_Schleier.jpg

 

eisformation_2.jpg

 

     Wrażenie jest niesamowite, w połączeniu z ciekawostkami opowiadanymi przez pana. Na przykład to, że doliczono się ok. 5000 "słojów" z lodu, co nie musi odpowiadać faktycznemu wiekowi jaskini.           

   Bywają bowiem mroźne zimy, kiedy jaskinia się zamyka i woda nie ma szansy wcieknąć do środka, żeby utworzyć nową warstwę. Bywają też zimy ciepłe a lata gorące, kiedy cała warstwa potrafi się wytopić i roku jakby nie było.

    Również lodowe "postacie" nie są taki trwałe jak te skalne. Oglądaliśmy "słonia", który właśnie przez ostatnie lato stracił trąbę, za to zaczął mu na plecach wyrastać róg! Może więc być, że za rok-dwa zamiast słonia przewodnik będzie pokazywał turystom "rekina". 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
czwartek, 21 września 2017 09:33

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę