Świat na głowie postawiony.

Wpis

środa, 27 września 2017

Koniec przyjemności na ten rok :( Chociaż...

 

   Jak na zaledwie 2 dni podróży, udało nam się chyba wcisnąć do programu całkiem sporo atrakcji.

  

   Po zwiedzeniu lodowej jaskini w Werfen przyszła kolej na...... kolej.

I znów Google okazał się przyjacielem, bo podrzucił linka do bloga, w którym opisano fascynującą podróż kolejką wąskotorową, górską, jedną z najbardziej stromych na świecie.

   W dodatku była to od zawsze kolej PAROWA, i do dziś na tej trasie kursuje jeszcze 6 parowozów. Pozostałe pociągi są elektryczne.

 

   Startuje ona z miasteczka - uwaga - Sankt Wolfgang in Salzkammergut, nad jeziorem St. Wolfgang. Kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt razy dziennie lokomotywka jak z dziecinnych bajek pcha pod górę dwa-trzy wagoniki. Na odcinku niecałych 6 km pokonuje ona różnicę wysokości 1200 m!!!

   W dodatku bez przerwy musi się mijać z kolejką zjeżdżającą w dół, a nie działa tu żadna automatyczna nawigacja. Wszystko odbywa się na gębę, metodą machania rękami przed mijanką i jakoś od 1893 roku nie było żadnego wypadku.

 

   Tu stoi na stacji lokomotywa... nasza. Gotowa do startu.

 

DSCF8860.jpg

 

 DSCF8888.jpg

 

   Kolejka wjeżdża na szczyt góry Schafberg, po drodze można podziwiać obłędne widoki na jeziora i Alpy. Na szczycie stoi ogromny hotel, ale nie brakuje też małych knajpek, gdzie można dostać dobrego białego wina.

 

DSCF8900.jpg

 

DSCF8884.jpg

 

DSCF8904.JPG

 

    Podróż niestety psuły tłumy Chińczyków, którzy oprócz muzułmanów stanowią najliczniejszą grupę turystów. Nie mam nic do Chińczyków, ale ich zachowanie i głośne przekrzykiwanie się w małej przestrzeni wagonika wywoływało we mnie narastającą agresję.

 

   Jednak zakończenie wyprawy było jeszcze bardziej męczące. Nie powiem, że z oszczędności, ale głównie dlatego, że czuliśmy się rozchodzeni w górach, postanowiliśmy kupić bilety tylko w górę, planując zejście w dół relaksową ścieżką.

    Jako wytrawne górołazy daliśmy totalną plamę. Zaćmiło nas i nie przeliczyliśmy różnicy wysokości na godziny. W dodatku zejście nie odbywa się równo po prostej w dół, tylko kluczy wielkimi zakosami. Według standardowego przelicznika mogliśmy potrzebować na to nawet czterech godzin!!!

 

    Zeszliśmy..., Boże, zbiegliśmy w dwie godziny. Gdyby nie zaprawa z Dolomitów i Tyrmand z Ferencym w uchu, trzeba by było wezwać helikopter. To nie RedBull dodał nam skrzydeł, lecz świadomość, że musimy dojechać jeszcze ze 200 km pod Wiedeń i znaleźć nocleg. A była 17.00.

   Jedyną pociechą i rozrywką podczas tego biegu był mijające nas co chwila kolejne pociągi.

   Prawda że wyglądają jak Pico? 

 

DSCF8905.jpg

 

DSCF8906.jpg

 

I to by było na tyle...



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
środa, 27 września 2017 18:04

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę