Świat na głowie postawiony.

Wpis

niedziela, 17 września 2017

Powrót z wakacji, czyli Austria jest nieprzyzwoicie piękna...

 

 

   Znając siebie wiedziałam, że po 10 dniach pobytu w Dolomitach (oczywiście jeśli opatrzność okaże się łaskawa względem pogody), będziemy mieli dość łażenia po górach. A że trzeba jakoś wykorzystać pozostałe 2-3 dni urlopu, przysiadłam do wujka Gugla i poszperałam.

 

   Z Dolomitów można wracać dwiema drogami - przez południe Austrii (Klagenfurt, Graz na Wiedeń), lub przez zachodnią Austrię czyli Salzburg.

   Wybrałam drugi wariant, gdyż ziemia Salzburska budziła większe nadzieje na ciekawe turystycznie rzeczy. Nie musiałam długo szukać. Od razu wpadłam na artykuł o skarbach tych okolic i to był trafny wybór.

 

    Sam Salzburg i okolice śmiało wystarczą na tydzień zwiedzania, ale to mamy już za sobą. Ułożyłam więc trasę złożoną z zupełnie nowych miejsc, poczynając od Krimml, oddalonego od naszej dolomickiej Corvary o 175 km.

   Krimml to malutkie miasteczko znane chyba tylko z jednej atrakcji - gigantycznego wodospadu. Wprawdzie jest to dość wąski strumień wody (najwyżej kilka metrów), za to licząc od góry - jeden z najwyższych na świecie. Ma trzy progi i dwukrotnie zmienia kierunek spadania. W sumie to prawie 400 metrów różnicy poziomów!

 Dodam, że Niagara ma "zaledwie" 2 kaskady po 50 metrów.

 

DSCF8693.jpg

 

      W pobliże wodospadu wchodzi się za 3 Euro/os. Trzeba podejść 10 minut przez las do placu z pamiątkami, skąd widać (a zwłaszcza słychać) jego dno. Nie warto się do niego za bardzo zbliżać, bo podmuch spowodowany spadającą wodą zdziera z człowieka ubranie i żadna folia nie zabezpieczy przed przemoknięciem. O zdjęciach też można zapomnieć.

 DSCF8694.jpg

 

    Znacznie ciekawiej jest iść w górę starannie przygotowaną ścieżką, podziwiając ten żywioł z licznych tarasów widokowych. Tu przynajmniej aparat ma jakieś szanse, bo na dole panuje jedna wielka mgła z rozpylonej wody.

   Proszę zwrócić uwagę na muzułmanki. Są ich tu tłumy. 

 DSCF8730.jpg

 

DSCF8728.jpg

 

    Po godzinnym drapaniu się ostro w górę dochodzimy do pierwszego przełomu. Można iść dalej, ale byliśmy zmęczeni, mżyło, właściwie najciekawszą część już zobaczyliśmy, a chcieliśmy jeszcze zdążyć na kolejną atrakcję. Sam wodospad wypłaszcza się powyżej drugiego progu i na odcinku kilkuset metrów płynie jako rwąca rzeka. Potem dochodzi się do najwyższego progu, który ma ok. 140 m wysokości, a woda spada z niemal pionowej skały.

 

DSCF8710.jpg

 

DSCF8703.jpg 

 

   Jestem lokalną patriotką, ale muszę niestety przyznać, że nasze Wodogrzmoty Mickiewicza, nawet w fazie największych opadów nie mogą się z tym równać.

Fascynujące przeżycie.

 

   Z Krimml ruszyliśmy na północny wschód i po 110 km dotarliśmy do Werfen.

Werfen to też nieduże miasteczko, ale strasznie rozpasane z trzech powodów:

bliskości Bischofshofen, a więc konkursów w skokach narciarskich, zamku Hohenwerfen i gigantycznej lodowej jaskini.

    Tego dnia zdążyliśmy zwiedzić tylko zamek.

 

 DSCF8780.jpg

 

   Jeśli komuś wyda się znajomy, to tak być powinno. Zamek ten posłużył za miejsce akcji filmu "Tylko dla orłów" z 1968 r., gdzie wystąpił pod nazwą Schloss Adler. Jednakże kolejka, którą komandosi wjeżdżają na górę, została wypożyczona z innego zamku. Ten kolejki w czasie kręcenia filmu nie posiadał, zbudowano ją później. jest nowoczesna i strasznie stroma.

 

 DSCF8736.jpg

 

   Sam zamek, jak to zamek, ma swoje ciekawostki, lochy, dzwonnicę, wieżę zegarową, obronne mury, wraz z toaletą dla żołnierzy, czyli dziurą w murze itd.

Bardziej fascynujące jest otoczenie zamczyska, czyli złowieszczo wiszące nad nim strome alpejskie szczyty.

 

DSCF8763.jpg

 

DSCF8775.jpg

 

    Dodatkową atrakcją są tu popisy drapieżnych ptaków, jednak mogliśmy je obejrzeć tylko w swoich kwaterach. One występują tylko dwa razy dziennie. Niech mi ktoś powie, CO TO ZA PTAKI??? Bo przecież nie sokoły! A jakiego innego ptaka (oprócz gołębia) można tak wytresować?

 

DSCF8758.jpg

DSCF8760.jpg

 

   Rezerwując nocleg w Werfen kierowałam się głównie ceną, bo jak wspomniałam, miasteczko jest rozwydrzone, a ceny sięgały nieprzyzwoitych poziomów. Znalazłam miły pensjonat Zaismann, który znajduje się na kompletnym odludziu, ale brak cywilizacji kompensuje takim oto widokiem z tarasu:

 

DSCF8790.jpg

  

     Dodatkową zaletą jest jego położenie w bezpośredniej odległości od drugiej atrakcji, ale o tym następnym razem.

 

Na koniec przydatne adresy w Warszawie:

 -         Najlepszy terapeuta od ciała – Piotr Płaza  http://www.centrumosteopatyczne.pl/

-         Najlepszy hotel w lesie - http://www.laswoda.pl/

 



Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
helenarotwand
Czas publikacji:
niedziela, 17 września 2017 17:45

Polecane wpisy

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę