Świat na głowie postawiony.

Wpisy

  • piątek, 25 lutego 2011
    • Coś mi ukradli . Dalszy na Sympatii ciąg poszukiwań.

       

      9.02.11

       

      Miało być wesoło, a zaczęło się całkiem ponuro.

       

      Jak co dzień rano, odpicowana do wyjścia  jak kamienica na przejazd Cesarza  rzuciłam okiem na termometr. Oko zahaczyło jednak także o moje auto, zwykle stojące na wprost bloku, i jak w Kubusiu P.: im bardziej je wytrzeszczałam, tym bardziej auta tam nie było. A miejsce parkingowe mam stałe, niezmienne od kilku lat. 10 metrów od okna kuchni jest to miejsce... Ale samochodu brakowało...

       

      Tym razem żaden proces myślowy nie pomógł i szukanie odpowiedzi zastępczych też nie. Stało się jasne: nie ma, czyli ukradli!

       

      Autko miało 2 lata i obdarty lekko błotnik, ale jak się potem dowiedziałam, handlującym częściami to w niczym nie przeszkadza. Hondy i Toyoty idą jak świeże bułki, no a ja miałam właśnie Hondę. Fuck!

       

      Jako że byłam ubrana do wyjścia, zamiast zadzwonić na Policję, po prostu na nią poszłam. Big mistake!

      Co prawda uprzejmy młody człowiek przyjął zgłoszenie, spisał dane i wyraził ubolewanie, ale zamiast mnie puścić wolno, kazał siadać i czekać na radiowóz, który miał ze mną pojechać na wizję lokalną. Czekałam tak 40 minut. Widząc moje błagalne spojrzenie młody człowiek ponownie gdzieś zadzwonił, bo - jak stwierdził z humorem: Kiedyś jacyś Państwo 1,5 godziny czekali, bo tamci zapomnieli :-) Bardzo mnie tym rozbawił...

       

      Wreszcie radiowóz przyjechał. Na wizji żadnych rewelacji nie odkryto, ani śladów szkła, ani odcisków palców, ani krwi przestępcy. Mogli mnie wcześniej zapytać, sama bym im to powiedziała...

       

       Ale na tym się nie skończyło. Teraz wyruszyliśmy na wycieczkę po osiedlu, przeciskając się najwęższymi uliczkami  i zwiedzając małe i duże parkingi. Dowiedziałam się, że zaskakująco często samochód zostaje przestawiony tylko 3 ulice dalej, a dopiero później wywieziony precz. Mój złośliwy przyjaciel stwierdził, że zapewne Policja chciała się tylko upewnić, czy przy całym swoim roztrzepaniu po prostu gdzie indziej nie zaparkowałam. Bardzo śmieszne...NIE ZAPARKOWAŁAM!

       

      Nie było sensu się dalej szwendać, ale nadal nie odzyskałam wolności. Okazało się, że jeśli faktycznie chcę złożyć doniesienie o kradzieży (tak jakbym do tej pory sugerowała coś innego!) to muszę pojechać na Komendę wyższej instancji i tam mnie wysłuchają. W dobroci swojej Pani i Pan Policjanci podwieźli mnie pod drzwi i obdarowali współczującym : To teraz się trochę zejdzie... Zapytałam przytomnie, co mają na myśli. Usłyszałam: No, do popołudnia... Była 9.45!

       

      Serce mi na chwilę stanęło ale jaki miałam wybór? Weszłam. Teraz wszystko spoczywało w rękach Dyżurnego, który z rozbawieniem (strasznie weseli ci Policjanci w masie!) zapytał: Czego?

      Wyjaśniłam ze łzami (dostosowałam się do konwencji), że straciłam moje ukochane autko i muszę o tym natychmiast donieść. Na co tamten:

      - Ale tu?  A po co? Mężowi niech Pani opowie...:-))

      Ja twardo, że muszę tu. No to on spojrzał na mnie ponownie i widząc moją determinację, upewnił się jeszcze:

      - I nie pójdzie Pani sobie?

      - Nie! - odparłam.

       

      Westchnął ciężko i zaczął dzwonić. Po drugiej próbie udało mu się dopaść jakąś funkcjonariuszkę, która mocno się opierała, ale w końcu uległa i po mnie przyszła.

      Ufff....

       

      A dalej to już tylko 1,5 godzinki spisywania - na szczęście nie jak Gajos w "Fuksie"

      na maszynie, tylko na komputerze - wszystkich szczegółów. Łącznie z dokładnym spisem ulic, którymi jadę do pracy i czy wyjeżdżałam za granicę albo chociaż w Polskę. Trwało to w nieskończoność.

           W trakcie do pokoju wsadził głowę następny wesołek, który ewidentnie nie miał nic do roboty, poza żartami pod naszym adresem. W pewnym momencie wrócił z tekstem: No, Pani Helenko, jestem rozczarowany! 10 punktów, przekroczenie prędkości o 40 km!

         Zapłonęłam świętym oburzeniem, albowiem faktycznie przekroczyłam o 40, ale odnotowane zostało tylko 20, a  punktów dostałam zaledwie 4! I tu dowiedziałam się, że co prawda punkty kasują się po roku z  konta, ale nie znikają z centralnego rejestru. Tak więc moje winy z ubiegłych lat sprawiły, że już zaliczam się do grona "zbieraczy punktów"! Panie, ty słyszysz i nie grzmisz!

       

      I to by było na tyle. Już po 4 godzinach od zameldowania się na posterunku mogłam pójść do domu.

      Mimo tych wszystkich chichotów opanowało mnie jednak przygnębienie. Żal mi ślicznego autka (złotawy beż, 1,8 silnik, automat.. ech...), ale także 15 CD-ków, w tym ukochanej Florence and the Machine, Gaby Kulki, muzyki filmowej Lorenca i paru innych. Żal nowiutkich okularów, które sobie niedawno obstalowałam, bo ślepnę jak kret i muszę już je mieć do jazdy. Żal nawet super skrobaczki do lodu, której nigdzie nie kupię, a była wybitna.

       

      Samochód był na szczęście służbowy i na szczęście też mam normalnego szefa, który na tę wiadomość roześmiał się i stwierdził: To tylko blacha! Ciesz, że nikt cię siłą z niego nie wysadził...

       

      No to się cieszę.........

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      piątek, 25 lutego 2011 14:11
  • wtorek, 15 lutego 2011
    • Coraz ciekawsze kontakty

       

      Jeżeli ktoś miałby ochotę poczytać coś poza kawałkami tej książki, np. o małżeńskim seksie, czyli dlaczego kobiety tak często boli głowa, albo o kolacji w ciemnościach, serdecznie zapraszam na http://helena-rotwand.bloog.pl/

       

      Piranio, teraz będzie lepiej z tymi facetami :-)


      4.04

      Śmieję się sama z siebie. Wciąż mam przed oczami Meg Ryan w filmie "Masz wiadomość", jak sprawdza przez okno, czy jej narzeczony odjechał do pracy, po czym pędzi w piżamie i ciepłych skarpetach do komputera, żeby odebrać pocztę... To ja tak samo! Opanowałam do perfekcji sztukę kamuflażu. Wpadam na portal jak huragan, kiedy tylko Misiek wychodzi na po gazetę, kąpie się, albo zasiada w pracowni.

      Listy wciąż przychodzą. W ciągu 3 dni mam 1500 wejść na stronę(!). Coraz ciekawsi ludzie, coraz dłuższe posty. Obserwuję już u siebie lekką schizofrenię, korespondenci zaczynają mi się mylić... Strasznie muszę się pilnować, żeby się nie powtarzać, a samych poważnych "partnerów" mam już siedmiu.

      Największym zaskoczeniem jest inny gatunek tych bardzo młodych - 25 do 34, piszących lepiej, niż ich dwa razy starsi koledzy.

      Na przykład tak:

      - " W jakiejś książce znalazłem taki twór: "pogonić konie do galopu" - niezależnie od tego, co to wtedy znaczyło uzyskałem u Ciebie efekt, który mi się bardzo spodobał - przez chwilę zależało Ci na tym, jak Cię odbiorę (pochodzę z Wyspy i tam wszelkie pojazdy wodne to obraz codzienny - jest taka chwila, kiedy dajesz całą moc silnika, by potem odpuścić i delektować się czystą, miarową pracą silnika, i wiatrem we włosach...). Oczywiście nie jestem tak zarozumiały, żeby wmówić sobie, że mam taką moc, by kogoś do czegoś sprowokować, więc nawet jeśli Twoje słowa oznaczały zupełnie coś innego, to jednak zostaw mnie w tym przyjemnym przeświadczeniu sprzed chwili i nie wyprowadzaj mnie z tego stanu świadomości, że jednak "trochę Ci zależało"...

      Inny punktuje mnie z rosyjskich filmów, za cholerę nie mogę się odgryźć tym samym. Co prawda mogę zaszpanować kinem peruwiańskim, ale traktowałam je raczej jako straszak na idiotów, mający ich zniechęcić do pisania do mnie.


      Nie podziałało...

      Odpisał:

      - Chyba nie ma większego znaczenia, co odpiszę na pytanie, czy jestem idiotą... Jeżeli idiota odpowie Ci, że nim nie jest, to czy mu uwierzysz...?
      W pracy lubię tworzyć coś z niczego. Układając ciąg zdjęć tworzysz coś zupełnie nowego jako całość. Możesz stworzyć frankensteina, albo dzieło sztuki. Nawet, jeżeli odbywa się to w parszywej korporacji, w obecności ludzi, którzy wiedzą jak sprzedać i kupić, ale nie jak tworzyć...

      Jak wrażenia po "Madeinusa"? "Italianiec" był już dość dawno temu w kinach, bardzo krótko, przy okazji jednego z festiwali. Teraz trwa Doc Review - wybierasz się może?

      Do takiego 25-letniego mądrali napisałam:

      - Naprawdę szukasz tylko przyjaźni? Matko, to jakiś ewenement! A sądząc po wieku, to podwójne dziwo. Wszyscy szukają seksu, albo drugiej połówki. Jesteś pewien, że dobrze wypełniłeś formularz?
      Czekaj..., a może ty wyznajesz to staroświeckie przekonanie, że z partnerem trzeba się przede wszystkim lubić i przyjaźnić? Z seksem wszyscy sobie lepiej czy gorzej radzą, ale z przyjaźnią klapa. Nooo, to już byś się wtedy kwalifikował do muzeum. Takich młodych ludzi po prostu nie ma! Więc ciebie nie ma...


      Zaczynam widzieć pewne prawidłowości rządzące tym portalem, bo to niezły materiał do socjologicznych studiów.

      Refleksja pierwsza : w mieście w którym 4 kobiety przypadają na 1 mężczyznę, mieszkają tłumy samotnych panów. Jakim cudem nie udaje im się ze sobą zgrać...?

      Refleksja druga, dość oczywista: wiek ani pozycja społeczna nie są żadną wykładnią poziomu korespondenta. Bardzo ciekawe i mądre teksty przychodzą czasem od naprawdę młodych, i odwrotnie.

      Refleksja trzecia:  chyba większość kłamie jak najęta w temacie wykształcenia i nałogów.  Gdyby za średnią krajową przyjąć statystykę netu, to jesteśmy najlepiej wyedukowanym narodem, kochającym teatr, podróże i wypoczynek na łonie przyrody, w dodatku niepijącym i niepalącym .

      Rzadko kto ma odwagę tak o sobie napisać:

      -" może nie jestem intelektualista z natury ani wykrztałcenia , ale mam przynajmniej apetyt na interesującą znajomość" ,

      Przynajmniej szczerze.......

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 lutego 2011 18:27
  • niedziela, 13 lutego 2011
    • Poszukiwać ciąg dalszy

       

      2.04.

      Cholerna zima nie odpuszcza! Nasypało ze 25 centymetrów śniegu, więc wykopanie samochodu spod tej zaspy nadwyrężyło moje i tak wątłe siły.  W dodatku sama sobie strzeliłam w stopę, bo najpierw dokładnie oczyściłam dach i drzwi od kierowcy, żeby nie naprószyć do środka,  delikatnie jednym półdupkiem wsunęłam się na fotel, zostawiając resztę ciała chwilowo na zewnątrz, po czym przekręciłam kluczyk, żeby włączyć ogrzewanie.... W tym momencie ruszyły wycieraczki i jednym ruchem  wrzuciły do środka górę śniegu!!! Drzwi z kieszenią pełną płyt, podłoga samochodu, moja spódnica tudzież lewa noga utonęły pod białą pierzyną. Klęłam i śmiałam się jednocześnie.

      Ilość wejść na mój profil nie spadła. Wieczorem było ich już 680. Paru ludzi pisze do mnie intensywnie, obraża się nawet , kiedy nie odpisuję... Powoli uczę się asertywności, bo nie daję już rady odpowiadać wszystkim. Przekrój wiekowy - 19-55. Sporo szczawiów, których ewidentnie kręci dużo starsza kobieta. Mój mąż miał rację, coś w tym jest. Pisze taki 19-latek:

      -"Uważam, że pomimo mojego wieku, i różnicy wiekowej jaka nas dzieli taka znajomość może być bardzo owocna dla obu stron... Myślę, że tak  Atrakcyjną kobietę jak Ty mogę zaspokoić zarówno jeśli chodzi o ciało i ducha..."

      No, ja myślę.... :-)))

      Inny młodzian: 
      -"Nie chcę byś czuła się staro absolutnie, a ja nie chcę czuć się jak małolat, chcę żeby było miło i przyjemnie

      - A ja zastanawiałam się, co by było, gdyby w kafejce zaskoczya nas grupa twoich znajomych...Już widzę tę panikę w oczach i gwałtowny proces myślowy: co powiedzieć, kto to jest? Ciocia z Ameryki czy koleżanka matki?

      Rany, ale by się działo...!!

      -Hej, a może kawa?

      Adam
      -Dzięki, ale jednak jesteś dla mnie za młody
      - Do wypicia kawy ?????????????????

      - A co będzie jeśli kelnerka zapyta mnie: A co dla syna?

      -------------------

      - Może się spotkamy na kawie?
      - Wymień 3 powody, dla których miałabym chcieć, bo dobrą kawę to ja mam w domu..

      -jestem zabawny

      -możemy się poznać

      -napijemy się kawy (???)

      Dla jasności, ten ostatni już dawno temu skończył 24 lata. Tacy inteligenci niestety trafiają się dość często. I tak w kółko...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Poszukiwać ciąg dalszy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 lutego 2011 07:26
  • sobota, 12 lutego 2011
    • dalszy ciąg poszukiwań

      31.03

      Cała w nerwach czekałam na jakikolwiek odzew. Kiedy włączyłam pocztę o 8.00 rano, czekało na mnie 15 postów od różnych facetów. Jedne beznadziejne, inne całkiem interesujące. "Chude mięso z kością oddam w dobre ręce" To jeden z lepszych. Prawie nikt nie załączył zdjęcia, więc oceniam tylko ich "wnętrze", żeby była jasność... Sporo zaproszeń na kawę, ale mało kto zadał sobie trud, żeby się jakoś zaprezentować. Pracowicie odpisałam wszystkim, marnując cenny czas w biurze, aż musiałam sama na siebie wrzasnąć i przywołać do porządku!

      Obsesyjnie czekałam na koniec pracy... Jeszcze bieg do dentysty, na szczęście dzisiaj tylko na czyszczenie kłów. Nie wiedziałam, że to teraz całe misterium. Założono mi czepiec, gogle i przykryto sporym obrusem (przypomniała mi się instrukcja kąpania kota: "Załóż maskę, fartuch, a najlepiej zbroję!". No, wiem coś o tym)  , po czym rozpoczęła się rzeź pod tytułem piaskowanie... Boże!

      Wreszcie mogłam dorwać się do netu. Do tego momentu miałam już 287  wejść na stronę i listy od 28 mężczyzn Znów staram się każdemu odpisać, nawet na tak śmieszne zapytania jak:

      Być może zbyt bezpośrednie i nietaktowne będzie to pytanie ale w związku z tym że jesteś piękną kobietą pozwolę sobie je zadać - czy jesteś może zainteresowana romansem z 30 latkiem ?
      Pytanie jest jak najbardziej poważne.
      pozdrawiam

      - Miło, że nie zniechęca cię mój wiek, ale to akurat nie jest to, czego potrzebuję. Możemy popisać, jeśli nie szkoda ci czasu na takie głupstwa. Nie wiem, czy interesuje cię wymiana poglądów, czy tylko płynów ustrojowych.

      - i poglądów i płynów ustrojowych również.

      I po co ja się tak męczyłam z tym profilem?

      Sądzę, że zainteresowanie spadnie, jak przestanę być "świeża" na tym portalu. To chyba jak z pozycjonowaniem strony. Na razie bawią mnie te zaczepki...

      Siostrzeniec napisał z Nepalu. W tajemnicy przed matką miał plan, żeby przejechać do Birmy i tam się poszwendać. Przygotowałam się teoretycznie i wysmarowałam długiego maila, że jego wyobrażenie  o tym pięknym kraju jest jakby nieco błędne. Że jest to państwo 70  razy biedniejsze od Polski, że rządzi tam junta, która nie jest zainteresowana budową czegokolwiek, w związku z czym nie ma kolei ani dróg. Tak więc w grę wchodzi jedynie podróżowanie piesze, a to jest jednak kawał kraju...

      Ale najlepsze zostawiłam na koniec, chociaż powinnam od tego zacząć - że do Birmy nie ma przejść lądowych. Że można tylko przylecieć albo przypłynąć, a do tego trzeba wymienić jakąś astronomiczną kwotę, chyba ze 300 dolarów na czeki podróżne, nie podlegające zwrotowi itd.

      Temat został dyplomatycznie pominięty w następnym mailu, czyli - dotarło.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      sobota, 12 lutego 2011 23:10
  • piątek, 11 lutego 2011
    • Początki na Sympatii

      Pani Hania dochodzi do siebie po operacji, więc dom powoli porasta mchem. Zdobyłam się tylko na przebieżkę ze szmatą, odkurzacza-potwora dla profesjonalistek nie udało mi się uruchomić. Jak mówi kolega: Z brudem nie wygrasz. Po co próbować? Nie miałam zresztą specjalnej motywacji, bo chciałam jak najszybciej wziąć się za układanie mojego profilu.

      Szukanie zdjęcia to przy tym pryszcz... Wpadłam w otchłań wątpliwości, jak przedstawić siebie i swoje oczekiwania, żeby nie ośmieszyć ani siebie, ani rodziny, w razie gdyby jednak ktoś znajomy tu trafił? Matko!

      Najpierw kwestionariusz: uczciwie podałam swój wiek. 50-tka to w końcu żaden wstyd. Stan cywilny, wykształcenie, języki..

      Strasznie mało odpowiedzi dano do wyboru na pytanie: czego szukasz - Przyjaźni, Seksu, Przygody?  I to wszystko???  W tych kilku słowach mają się zmieścić marzenia, tęsknoty, nadzieje, frustracje tych wszystkich samotnych i nie do końca samotnych? Duuuży niedosyt...

      Zgodnie z prawdą wpisałam : Przyjaźni.

      Potem wzięłam się za swój profil. Pisałam i kreśliłam. Znów pisałam i kreśliłam.

      Zajęło mi to całe popołudnie.

      Podałam całą prawdę i tylko prawdę... Że nie szukam drugiej połówki, bo już taką mam, że potrzebuję NIE seksu, tylko intelektualnych wyzwań, nowych przyjaźni, partnerów do dyskusji itp. Że powinni to być ludzie, którzy mi zaimponują, którzy za mną nadążą, którzy słuchają Gaby Kulki i nie głosują na pewną partię itp. itd. Rety...

      Zobaczymy , co z tego wyniknie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Początki na Sympatii”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      piątek, 11 lutego 2011 16:37
  • czwartek, 10 lutego 2011
    • Proces

       

      "Głos Mazowiecki" z dn. 15.03.2010 r,

      Kronika sądowa

      "Sąd Rejonowy w Otwocku, wydz.II Karny zawiadamia o wszczęciu postępowania z urzędu . Pierwsza rozprawa w sprawie o sygn. akt nr II/Ks 81/10 przeciwko Fryderykowi D. Anielskiemu, oskarżonemu o czyn z art. 157 par.1 odbędzie się w dniu 21.03.2010 w sali Nr 8 Sądu Rejonowego przy ul. Kościelnej 13. Obecność pokrzywdzonej na rozprawie jest obowiązkowa."

      Jak dowiedzieli się nasi reporterzy, zapowiada się sprawa bez precedensu. Dowodami w sprawie bodaj po raz pierwszy w historii ma być dziennik pokrzywdzonej a także zawartość jej skrzynki mailowej, zawierającej ponad 1400 listów od i do Oskarżonego. Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż zarówno oskarżony jak i pokrzywdzona pozostają w związkach małżeńskich, a ponadto oskarżony jest o 15 lat od niej młodszy.

      Ze względu na ochronę dóbr osobistych pokrzywdzonej, proces będzie się toczyć przy drzwiach zamkniętych.

      29.marca

      Dobra, stało się! Nie będę dłużej udawać... Tak jest, zalogowałam się na portalu dla samotnych, zawiedzionych, poszukujących drugiej połówki itp.  Wiem, wiem, co mówiłam przez lata..., że to bezpłatne stręczycielstwo, sposób na wyrwanie kogoś bez wychodzenia z domu, uwodzenie bez konsekwencji... Ok, ok ! Już! Wystarczy! Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów...

      Wszystko przez M. Zeznała, że właśnie tam poznała miłość swego życia i innych ciekawych ludzi. Byłam ciekawa, jak siebie przedstawiła w profilu, ale okazało się, że bez zalogowania nie mogę. Pomyślałam: a co mi tam? Niczym nie ryzykuję, nikt się nie dowie...

      Zaczęłam od szukania odpowiedniego zdjęcia i - utknęłam. Przejrzałam wszystkie, rodzinne, portretowe, wycieczkowe i...nic!

      Kurna! Ja nie mam przyzwoitego zdjęcia, na którym wyglądam adekwatnie do wieku, ale nie nazbyt poważnie, w pewnym zbliżeniu, ale bez przesady, bez psów, kotów i przyjaciół, no i nie infantylnie. Bez kokietowania dekoltem, żeby nie podsuwać głupich pomysłów, no i nie to z mewami, chociaż jest piękne,  itd., itd.

      Szukałam 3 godziny, wreszcie wybór padł na świeży portret, przeznaczony do firmowego folderu. Nada się, bo jest dość uniwersalny. Zabrakło mi już sił na ułożenie tekstu. To dopiero będzie orka...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      helenarotwand
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 lutego 2011 12:40

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

milan interStatystyki zbiorcze na stronę