| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Wpisy z tagiem: waluta w Rumunii

sobota, 04 maja 2013
Rumunia - za, a nawet przeciw!

Zrobię krótką przerwę w relacjach z różnych miejsc i podsumuję wady i zalety urlopu w Rumunii.


  Jak w każdym kraju, tak i w Rumunii znajdzie się trochę powodów do narzekań. Od nich więc zacznę, bo uważam że przed podróżą trzeba znać przede wszystkim te złe strony. Do dobrych nie trzeba się przygotowywać, same się bronią.


 1. Odległość. Kurna, daleko... Jadąc z Warszawy można wybrać wariant przez Piwniczną lub Barwinek (bliżej Bieszczadów), jechać przez Słowację i Węgry i wjechać do Oradei. Zajmuje to ok.13 godzin z postojem na obiad i tankowanie. Średnia z 800 km wychodzi tak marnie, bo na całej trasie co kot napłakał dwupasmówek, więc jedzie się tragicznie.
  Poszukiwacze przygód mogą przedzierać się przez Ukrainę. Jest niewątpliwie bliżej, ale dodawszy dwa przejścia graniczne Z UNIĄ, i drogi jeszcze gorsze niż tu, to jest wariant dla samobójców.


2. Drogi w Rumunii są bardzo słabe. Na ogół wąskie, bez poboczy i strasznie dziurawe. Potwornie dziurawe, zwłaszcza na północy, bliżej Ukrainy. To, oraz często spotykane zawalidrogi w postaci konia z wozem, traktora czy stareńkiej Dacii powoduje, że trzeba zupełnie inaczej planować czas podróży pomiędzy miastami. 75 km to nie 50 minut. To czasem 2 godziny.
Dlatego NIE PRZYJEŻDŻAJCIE TU W WAKACJE! Nie chcę sobie nawet wyobrażać jeszcze większego ruchu na drogach. Maj jest znakomity, czerwiec i wrzesień świetny. Ale nie w wakacje!

3. Problem z językiem. Rumuński jest bardzo zbliżony do włoskiego, więc często można się nim dogadać. Ale już z angielskim jest problem, zwłaszcza na prowincji. Można szczęśliwie trafić na kogoś kto pracował w Niemczech, ale najlepiej jest mieć słowniczek, żeby nie męczyć się tak jak my z zamówieniem głupiego śniadania.       

Chleb to paine, i chociaż po włosku jest pane, kelnerka ni w ząb nie wiedziała o co nam chodzi. A słowo „dupa” nie jest uznane za obelżywe, tylko oznacza „po”. BEZWZGLĘDNIE TRZEBA SOBIE SPISAĆ NAJWAŻNIEJSZE SŁOWA, choćby z netu. Rozmówek nie udało nam się kupić.


4. Brudne powietrze. Pisałam o dymiących kominach, o starych autach, ciężarówkach też. To powoduje, że pakując rzeczy należy zapomnieć o białych koszulkach czy spodniach. Jeśli chcecie się czuć komfortowo na wyjeździe, pakujcie ciemne ciuchy. Może to mało ważne, ale myślę że szczególnie dla kobiet to cenna uwaga.


I to w zasadzie tyle wad. Reszta jest taka jak wszędzie. Żebraków praktycznie nie widać, trochę jest ich na starówkach turystycznych miast, ale bez nachalności typowej dla polskich żebraków. Dzieci czasem proszące o pieniądze wyglądają tu lepiej niż rumuńskie dzieci które znamy z Polski.


A teraz zalety:


1. Ogromna różnorodność kulturowa, wynikająca z pogmatwanej historii. Mamy tu zabytki po Rzymianach, Sasach, Węgrach, Austriakach, Ukraińcach, Polakach i Rumunach. To daje mieszankę stylów i wielość obiektów kompletnie różnych, ale bardzo ciekawych. O ile w Polsce najbogatsze są kościoły katolickie, o tyle w Rumunii przewodzą cerkwie. Niemal w każdym mieście, bez względu na region, wznosi się potężna bryła, która w środku zachwyca przepychem ikonostasów i innych detali. Przy nich świątynie katolickie, a zwłaszcza protestanckie wypadają blado.

  Osobny rozdział to zamki i pałace, o których pisałam i jeszcze napiszę. Ich wspólną cechą jest bardzo dobry stan, zaskakująco dobry jak na kraj jednak dość ubogi, a to dla mnie akurat jest bardzo istotne.


2. Ludzie, ich życzliwość i stosunek do obcych. Na porządku dziennym jest witanie się z turystami, w restauracji, w cerkwi czy na ulicy. Machanie, uśmiechanie się i gotowość do pomocy nawet w drobiazgach. Jedna z ważnych cerkwi była zamknięta. Kiedy już wycisnęłam co się dało ze zdjęć robionych przez dziurkę od klucza czy dziurę w sztachetach, podbiegła do mnie babina i pokazała, jak można się dostać na teren cerkwi. W innej nawet sam pop czekał z boku, żebym mogła zrobić zdjęcia, chociaż to był Wielki Piątek, i wszyscy byli zajęci sprzątaniem, a jakaś głupia profanka łaziła im po plecach z aparatem. Itd...


3. Waluta. Niesamowicie ułatwia życie fakt, że 1 lej (ron) to 0,96 zł, czyli praktycznie 1 do 1. Fajnie jest nie musieć ciągle przeliczać cen na nasze. Benzyna kosztuje ok. 5,60 l, więc niemal jak u nas. Za to inne ceny – niższe. Zwłaszcza alkohole w barach: duży kieliszek wina (200 cl bardzo dobrego rumuńskiego) – od 4 do 7 lei. Piwo 5-6. Duża pizza – 17. Hotel 4* - 200 lei za dwójkę. Hotele gorsze, 3* (potrafią być dużo gorsze od 3* w Europie) – 100-120 l. Pensjonat – 100. Kwater prywatnych nie sprawdzaliśmy, ale pewnie też są porównywalne z Polską.


4. Dobra infrastruktura turystyczna. Żadnych problemów ze znalezieniem kwatery, tańszej czy droższej. Oczywiście, lepiej nie jechać tam w wakacje, ale w maju i w czerwcu nie trzeba niczego rezerwować. Dlatego mogliśmy dowolnie modyfikować program, kiedy nam się zmieniały plany.
   Dużo knajpek i barów, niezłe jedzenie. Głównie europejskie, czyli włoskie, niemieckie, polskie. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Stacji benzynowych dość. Bilety wstępu do obiektów niedrogie, może oprócz zamku Drakuli (25 l/os.), reszta bezpłatna albo symboliczna – 2-3 leje. Za 800 EUR 2 osoby są w stanie wygodnie spędzić tam 8 dni, z dojazdem, jedzeniem w restauracji i spaniem w hotelach. Gdyby żyć nieco bardziej oszczędnie, byłby to koszt porównywalny z leżeniem plackiem na polskiej plaży. 


5. Kraj bez monet. Co za ulga! Chociaż ceny są zbliżone do naszych, nie ma żadnych 2,99 czy 19,89. Jest 3, albo 20. Nie ma noszenia worka z bilonem, z którym nie wiadomo co zrobić.
  Problem pojawia się tylko raz, kiedy trzeba wrzucić monety do parkomatu. Ten dla odmiany nie przyjmuje banknotów, więc trzeba się nachodzić żeby wymienić te 50 bani czy 1 lej na monety. Ale daje się zrobić.


6. NIKT NIGDY NIE PRÓBOWAŁ NAS OSZUKAĆ. Ani razu nie zawyżono ceny, co jest nagminne w Pradze czy nawet u nas. Rachunki są czytelne, nie zawierają żadnych ukrytych dodatków.
  Wymienialiśmy Euro w kantorach i u prywatnej właścicielki pensjonatu we wsi. Kurs 4,20-4,30. Żadnego wykorzystywania sytuacji, że w pobliżu nie ma bankomatu. Naprawdę miło.
7. Klimat. Już 1 maja mieliśmy 28-30 stopni i obłędne słońce. Jeszcze jeden argument, żeby nie przyjeżdżać tu latem.

Podsumowując – pakujcie walizy i do Rumunii! Jeszcze zdążycie!